sobota, 13 czerwca 2026

Nowości i forum

 Dostałam okresu i tak mnie ścięło, że w czwartek musiałam odpuścić ćwiczenia,  jakiekolwiek. Wróciliśmy ze szpitala, odrobiłam się z obowiązkami, wzięłam prysznic i padłam plackiem do łóżka. Obudziłam się w piątek rano z budzikiem, bo mieliśmy wczesną wizytę u lekarza przed moją pracą. Dziś spalam jak mops do 8.00, potem już zmusiło mnie do wstania żałosne pojękiwanie psa o siusiu.. Ogólnie jestem strasznie zmęczona, od pół roku z przerwami leje mi się z zatok, nie mam w perspektywie żadnych wakacji, w sensie wyjazdu, żadnych zakupów, bo mniej teraz pracuję i mniej zarabiam, pogrążam się więc  w ćwiczeniach,  spacerach i książkach/serialach. 

Chichotem losu jest to, ze nie mogę tez brać żadnych psychotropów na poprawę nastroju bo natychmiast cholesterol i trójglicerydy skaczą mi do wartości groźnych dla serca. Super... Dobre samopoczucie i zawał albo deprecha... Na szczęście ćwiczenia wyzwalają endorfiny i jakoś radzę sobie z tymi spadkami nastroju bez farmakologii, ale strach się bać co by było gdybym faktycznie popadła w pełnoobjawową depresję. Kaplica.

Jestem mimo to dumna z siebie. Poza tym jednym dniem i trzema dniami w lutym kiedy bardzo kaszlałam nie przegapiłam ani dnia ćwiczeń. Ćwiczę juz równo 4 miesiące. Teraz pora na mobilizację w diecie, bo bez deficytu nie zacznę chudnąć. 

Chcę dojść do 800-1000 kcal dziennie przy spalaniu 300-450 kcal. Ograniczyć węgle. Schudnąć co najmniej 15kg a najlepiej powyżej 20.

Wróciłam tez na dawne forum.. Szkoda ze wszystko zamiera lub przenosi się na insta i tiktoka. Uuu nie chciałabym, zeby ktoś mnie w takim miejscu oglądał czy komentował pod kątem odchudzania. 

niedziela, 7 czerwca 2026

Osiągnięcia tego tygodnia

 Witajcie, 

niestety nie mam osiągnięć w zakresie wagi, wciąż jem zbyt duzo ilościowo, ale spalanie po 450kcal dziennie uważam za pozytyw ostatnich siedmiu dni. Dużo się ruszałam i codziennie ćwiczyłam na wioślarzu minimum 20 minut, weszło mi to już w krew. Zamówiłam sobie nowe, cięższe hantle, 4-kilogramowe do ćwiczeń core kiedy będę poza domem lub znudzona wioślarzem. 

Zrobiłam tez sobie wstępny plan-rozpiskę seriali na lato do wiosłowania: zostały jeszcze 4 poniedziałki "From", i będę kontynuować Outlandera. Umyłam też rower po dziadku, zawsze trochę bardziej łaskawy dla kręgosłupa niż mój góral..

To by było na tyle na ten tydzień, mam nadzieję,  ze przez lato blogosfera trochę się ożywi choc zazwyczaj w tym czasie zamierała, smutno tu teraz...

czwartek, 4 czerwca 2026

Uczucie czystości

 Całe życie unikałam jak mogłam ćwiczeń. Dziś wiem, ze to byl błąd. Nawet kiedy wiecej zjem, ćwiczenia trzymają moją wagę w ryzach a cialo ma zupełnie inny kształt i jedrnosc. Nie cwicze dużo,  ale z uporem maniaka bardzo regularnie. To świetnie odciąża też głowę, pomaga w walce z obniżonym nastrojem (ruch plus słońce, to jest klucz). 

Dziś oglądałam w lustrze swoje nogi, ktorych budowę odziedziczyłam po mamie. Zawsze podejrzewałam nas o lipodemę, bo mama miała w udzie wiecej niż ja w talii. Dziś po raz pierwszy widzę,  ze te moje uda mimo 63cm obwodu wyglądają teraz inaczej, są bardziej gładkie, niekluchowate, nie widzę tyle cellulitu no i u dołu zaczyna być między nimi ładna przerwa. Myślę,  ze z odrobiną cierpliwości i przy odpowiednim deficycie zdołam je wyćwiczyć tak, by mi się spodobały i pokonam jeden ze swoich 4 największych kompleksów. Pelikany z ramion już zniknęły.

poniedziałek, 1 czerwca 2026

Jedzenie to zmora

 Szło mi nieźle, śniadanie z humusem, rosół wege z makaronem, koktajl truskawkowy i... jebło.. zjadłam 2 grahamki z fetą i pomidorem bo mnie docisnęły emocje..

Ćwiczenia okej jak zawsze od 3 miesięcy, tu jestem z siebie dumna. Ale jak będę żreć powyżej 2000 kcal dziennie to nie schudnę z wagi.

No nic, jutro znowu sie będę pilnować. Na razie!

Ps. Ważenie zrobię w soboty rano tak mi najłatwiej. 

sobota, 30 maja 2026

Wytrzymałościówka?

 Witajcie. 

Wróciłam na wioślarz. Ćwiczenia cardio/wytrzymałościowe są mi potrzebne na wzmocnienie. Przez ostatni tydzień jadłam bez liczenia kalorii ale i tak zszedł prawie kilogram, bo robiłam średnio 10000 kroków dziennie. 

Jestem mocno przeziębiona i mam gorączkę, ale spróbuję choc trochę chodzić i ćwiczyć w tym tygodniu. Będę się też starać wreszcie ciąć kalorie. Trzymajcie kciuki, bo dawno tego nie robiłam. Moze to mnie zmobilizuje do pisania. 


Waga na dziś: 78,2kg

niedziela, 24 maja 2026

Zataczam coraz szersze kręgi

 Cześć, nie było mnie tyle czasu, że pewnie spisałyście mnie na straty. I pewnie macie rację. Nie mogę obiecać, że tu będę regularnie, choć zakładam, ze może mi to pomóc. Jestem jednak mocno przybita i bardzo zmęczona, wiec te nieliczne chwile, kiedy mam na coś chęć wykorzystuję na maksa, niekoniecznie na pisanie.

Update: z moim ukochanym jest źle, wiemy już,  ze nie będzie lepiej,  walczymy o każdy dobry dzień,  ale nasze życie w takim zwyczajnym rozumieniu: wakacje, wyjścia, spacery nawet, się skończyło. W dobre dni ma apetyt, siły na żarty czy 10 minut spaceru, w kiepskie dużo śpi i ma wszystkiego dość. 

Potrzeba stała się dla mnie motywacją do walki. Ćwiczę  siłowo codziennie ok. 20 minut, to pomaga walczyć z nastrojem i dodaje mi sił fizycznych, ktorych też potrzebuję jako partnerka chorego. Najpierw było ciężko, miałam wiele lat zastoju, ręce i nogi mdlały po 2-3 minutach, teraz po 3 miesiącach  codziennych ćwiczeń ciało zaczyna się zmieniać, mimo wagi 79kg jeszcze nigdy tak nie wyglądało. 

Latem planuję do treningu siłowego dołożyć codziennie godzinę spaceru i roweru dziennie (obecnie tylko spacer z psem 20 minut). I dietę, bo teraz nie patrzę co jem byle mieć siłę przetrwać dzień. Redukcja na pewno pomoże mi sie poczuć pewniej, bo trochę mi jednak wciąż zależy. 

Nie wiem kiedy znów się odezwę,  ale postaram się, potrzebuję gdzieś upuścić emocje, a nikt z mojego otoczenia nie zrozumie zwłaszcza w obliczu tego co sie dzieje w moim życiu. 

Trzymajcie się 

poniedziałek, 29 września 2025

Nie wiem który dzień :P

 Cześć, 

Nie nazwę swojego powrotu wielkim comebackiem, bo do tego wypadałoby mieć chyba wieści o schudnięciu 😀 a ja mogę tylko, z pewną ulgą, stwierdzić, że nie przytyłam nic, ale też nic nie schudłam. Czyli ważę nadal 73,5kg.


Cóż, zaczęła się kalendarzowa jesień czyli czas, kiedy w poprzednich latach chudło mi się o dziwo najłatwiej.  Nie wiem, czy to przez ilość obowiązków,  czy przez to, że mam mniej czasu/nudy, którą można by zagryzać, czy też dlatego, że jesienią zazwyczaj naprawdę nieźle się czuję i mnie to motywuje. Zobaczymy, jak będzie w tym roku, bo i stresu jest więcej.  Mój mąż miał już 12 chemii, a końca nie widać, musimy radzić sobie we dwoje ze wszystkim, nikogo nie mamy, to trochę męczy. Ale dajemy radę. 

Postaram się teraz wrócić już na dobre i pisać częściej, minimum 2x w tygodniu. No i chudnąć naturalnie, bo ta waga to nie jest powód do dumy. Trzymajcie się!