:)
Witajcie, jak widzicie, nie mogłam się oprzeć i oznaczyłam osiągnięcie drugiego celu, a to oznacza, że rano waga wynosiła równo lub mniej niż dany cel.
:)
Pytanie do weteranek: kojarzycie to uczucie, kiedy naprawdę Wam dobrze idzie i rano zastanawiacie się nad tym, co by tu zjeść na śniadanie, a potem czy w ogóle coś zjeść, bo szkoda tych kalorii, może coś lepiej potem, a później, że może w ogóle podarować sobie to jedzenie, to będą jeszcze szybsze efekty? Prrrrrr... musiałam sobie dziś zrobić takie właśnie wstrzymanie koni, bo już mnie niosło w tę stronę.
Zjadłam wg planu, było dziś z 800 kcal nawet, ale nie żałuję, bo dzięki temu w ogóle nie miałam ciągot, a pokusy były straszne, bo mój mąż ma w lodówce sporo słodyczy i zachciało mu się jeszcze na noc koktajlu owocowego z mnóstwem cukru (pan mówi, pan ma, bo ma dużą niedowagę, jakiekolwiek ma życzenie, spełniamy).
:)
Ale tak szczerze, nie sądziłam, że jeszcze kiedyś to poczuję, tą czystość umysłu, wynikającą z tego, że mózg nie koncentruje się wyłącznie na trawieniu ton żarcia i tę lekkość ruchów przy wstawaniu z krzesła, kiedy w ciągu kilkunastu dni nagle ubywa ci kilka kg do noszenia. Jestem też dumna z siebie, że się nie poddałam po raz milion sto tysięczny...
Ostatnie lata były naprawdę pasmem niepowodzeń w kwestii odchudzania i w ogóle panowania nad sobą. Czuję tak wewnętrznie, że teraz jest lepiej, lepiej się z tym czuję, i oby tak zostało, postaram się większość nawyków zmienić na stałe, trzymajcie kciuki!
PS. Jutro środa, oficjalne ważenie :)