wtorek, 15 lipca 2025

Day 018

 Hej,

dziś był pracowity dzień, trochę bieganiny i załatwień, ale miałam czas i na upieczenie ciasta (skosztowałam tylko) i na zrobienie warzywnych naleśników (na szczęście skończyłam na jednym i podgryzieniu gotowanego kalafiora). Oprócz tego wpadło jabłko i 4 kostki ciemnej czekolady wedel. Jutro ważenie, ale nie mam ciśnienia, jakoś taka wyluzowana jestem. Bardziej mi zależy na ważeniu w sobotę, nie wiem czemu.

To by było tyle na dziś, trzymajcie się! 

poniedziałek, 14 lipca 2025

Day 016 i 017

 Hej,

pozwoliłam sobie wejść na wagę, bo potrzebowałam upewnienia, że idę w dobrym kierunku i na szczęście okazało się, że tak. Dziś na wadze
75,3 kg, czyli waga leci, w różnym tempie, ale konsekwentnie w dół. Muszę się trzymać limitów i zasad, a będzie dobrze. 

Myślę, że jeśli teraz złapię rytm, to kiedy wrócę do pracy utrzymam tempo chudnięcia. Wciąż mam nadzieję, że do września zejdę do 65kg, wtedy na kolejne 10 dałabym sobie czas do końca listopada, a ostatnie 5 do wiosny 2026. Czy potrafię? nie wiem, ale fajnie jest robić plany ;)  to motywuje. Fajnie jest czuć lekkość. 

Dziś zjadłam nieco rebelianckie śniadanie, ale chodziło za mną od tygodnia. Zjadłam malutką kromkę chleba z cieniutkim plasterkiem sera żółtego i plasterkiem pomidora. Pyyycha :) Na obiad kubek pomidorowej z łyżką ryżu. I to chyba będzie wszystko. Do jutra! 

sobota, 12 lipca 2025

Day 015

 Cześć Dziewczyny,

dzisiejszy dzień nie był zły, choć upiekłam ciasto, bezglutenowe, acz kaloryczne, w jego skład wchodzą migdały, masło, cukier, czekolada gorzka i jajka. Skosztowałam cienki paseczek, ale był on wliczony w moje 500 kcal na dziś (oprócz niego tylko jajko na miękko i kubek zupy pomidorowej bez niczego).
 

Wiem, że nie zdołam całkiem się obejść bez normalnego jedzenia, mam tylko nadzieję, że zdołam panować nad kaloriami. Po czwartkowej (i środowej, tej planowanej wcześniej) akcji na wadze było dziś 76,3kg. Było do przewidzenia, więc nie płaczę, zobaczymy, co będzie w środę. Dziś myślę mimo ciasta nie zboczyłam aż tak z kursu, bo utrzymałam limit. Nie wiem, może jutro wejdę na wagę, żeby się uspokoić, ale trochę się boję.

Wciąż bardzo mi zależy, żeby do końca miesiąca zejść do 70kg, mam jeszcze 18 dni, więc jest na to szansa. Trzymajcie kciuki! 

piątek, 11 lipca 2025

Day 014

 Cześć,

dziś jestem zadowolona, kontrola odzyskana, zjadłam tylko 4 pierogi ze szpinakiem. Myślę, że jutro ważenie może być nieco rozczarowujące, ale przynajmniej nie wpadłam w ten tryb, wiecie.., złamałam zasady to już mi wszystko jedno. Nie, nie jest mi wszystko jedno i nie będzie, dopóki nie zobaczę 50 na wadze. Kropka.

czwartek, 10 lipca 2025

Day 013

 Hej, 

o mało nie zapomniałam zrobić wpisu.

A dziś była plama, pierwsza od dwóch tygodni. Zrobiłam sobie naleśniki z mąki kukurydzianej i niestety poległam, bo zjadłam 3. No cóż, obliczam w głowie, że jestem o jakieś dwa dni w tył. Jakoś to przeżyję, ale nie powiem, boli ...

Słucham Taylor Swift przed spaniem (robię to rzadko i przy naprawdę zrąbanym humorze) i zamierzam przespać dysonans.

Do jutra i oby sobotnie ważenie mnie nie dobiło! 

środa, 9 lipca 2025

Day 012

 Hej moje drogie :)

Dziś byłam u koleżanki i zaliczyłam cheat day. Nie było słodyczy, ale dużo jedzenia - 4 solidne posiłki. Nie martwię się tym, bo było to zaplanowane, wiedziałam, że ten dzień nadejdzie i że zapewne nie schudnę po nim ;)

Ale z dobrych wieści: rano na wadze było
75,9 kg, zatem cel 2 potwierdzony, a ja zadowolona :) 
Do jutra!

wtorek, 8 lipca 2025

Day 011

 :)

Witajcie, jak widzicie, nie mogłam się oprzeć i oznaczyłam osiągnięcie drugiego celu, a to oznacza, że rano waga wynosiła równo lub mniej niż dany cel.

:)

 Pytanie do weteranek: kojarzycie to uczucie, kiedy naprawdę Wam dobrze idzie i rano zastanawiacie się nad tym, co by tu zjeść na śniadanie, a potem czy w ogóle coś zjeść, bo szkoda tych kalorii, może coś lepiej potem, a później, że może w ogóle podarować sobie to jedzenie, to będą jeszcze szybsze efekty? Prrrrrr... musiałam sobie dziś zrobić takie właśnie wstrzymanie koni, bo już mnie niosło w tę stronę. 

Zjadłam wg planu, było dziś z 800 kcal nawet, ale nie żałuję, bo dzięki temu w ogóle nie miałam ciągot, a pokusy były straszne, bo mój mąż ma w lodówce sporo słodyczy i zachciało mu się jeszcze na noc koktajlu owocowego z mnóstwem cukru (pan mówi, pan ma, bo ma dużą niedowagę, jakiekolwiek ma życzenie, spełniamy).

:)

Ale tak szczerze, nie sądziłam, że jeszcze kiedyś to poczuję, tą czystość umysłu, wynikającą z tego, że mózg nie koncentruje się wyłącznie na trawieniu ton żarcia i tę lekkość ruchów przy wstawaniu z krzesła, kiedy w ciągu kilkunastu dni nagle ubywa ci kilka kg do noszenia. Jestem też dumna z siebie, że się nie poddałam po raz milion sto tysięczny... 

Ostatnie lata były naprawdę pasmem niepowodzeń w kwestii odchudzania i w ogóle panowania nad sobą. Czuję tak wewnętrznie, że teraz jest lepiej, lepiej się z tym czuję, i oby tak zostało, postaram się większość nawyków zmienić na stałe, trzymajcie kciuki!

PS. Jutro środa, oficjalne ważenie :)