sobota, 13 lipca 2024

Upał

 Hej, upał mnie dobija, ale jest też pomocny w trzymaniu diety, ciężko coś jeść kiedy pocisz się przy każdym ruchu. Idę więc za przykładem moich zwierząt i leżę plackiem w mokrej trawie, mokrej po wczorajszej burzy. 

Dietowo dość dobrze, nie mam teraz za bardzo możliwości dokładnego zważenia się,  ale chociaż nie tyję, to już coś. 

Wkrótce jadę na morze i mam nadzieję   że tam moja psychika dojdzie trochę do ładu. Na razie!

piątek, 5 lipca 2024

Hmmm

 Znacie pewnie to uczucie. Tę myśl, że jakbyście się nie starały w końcu spieprzycie, bo coś tam. Po raz pierwszy od dłuższego czasu miałam... nie tyle myśli s, nie, ale uczucie bezsensu typu: zawsze będziesz gruba, brzydka i mało sprawna i urlop tego nie zmieni. Staram się, ale dałam plamę i wróciło 74kg. Jestem obolała i mam wszystkiego dość.  Z drugiej strony wzięłam lek na migrenę, pomału puszcza,gorzej już nie będzie, więc może być tylko lepiej.. na dodatek wychodzi słońce. Może uda mi się  wreszcie ogarnąć? Jedyne czego w sobie nie lubię to brak silnej woli i wynikający z niego wygląd. A to przecież łatwo zmienić,  nie mam innych uzależnień, tylko żarcie.  Tylko żarcie...

sobota, 15 czerwca 2024

Victory

 Nie przytyłam. Schudłam do 72 kg, czyli oficjalnie wyszłam z nadwagi :) cieszy mnie to. Od początku odchudzania zrzuciłam już 8kg. Na wyjeździe było super, choć nie miałam ani chwili dla siebie. Ale dziennie robiłam minimum 11000 kroków a jadłam podobnie jak w domu. Czuję się mniejsza. Czas na drugi etap, zejście do bezpiecznych 68kg. 

poniedziałek, 10 czerwca 2024

Wyjazd

 Zjadłam dziś 750kcal. Trochę pochodziłam na świeżym powietrzu. Jakoś to może będzie....

środa, 5 czerwca 2024

Okres

 Nie lubię okresu, brzuch większy, waga też o jakieś 700gram.. ble, dziś na dodatek zjadłam 1600kcal a spaliłam tylko 200 spacerem. Już straciłam ponownie apetyt, ale oddaliło mnie to o kilka dni od 71kg, a 71 to już norma wagowo dla mojego wzrostu, czekam na to z niecierpliwością. Jeszcze 4 dni, może się uda, potem wyjeżdżam na 5 dni i nie będę mogła się zważyć. Obym nie zawaliła. 

poniedziałek, 3 czerwca 2024

Nie jem

 Oczywiście powyższe to nieprawda, ale powtarzam sobie jak mantrę.. żeby nie zapomnieć o celu. 

Waga 72,8, nienawidzę tego. Muszę się dziś bardziej postarać. Są szanse,  jeśli będę się trzymać podczas obiadu kalafiora zamiast ziemniaków. W planie gotowany kalafior i jajko na miękko. Śniadanie standardowe ok 230kcal. Muszę zacząć je redukować bo jest za duże. 

niedziela, 2 czerwca 2024

Wróciła z przytupem

 Czekam na okres, nie lubię tego poczucia wybitego brzucha, jeszcze zjadłam 2 duże i grube naleśniki z warzywami, obstawiam 700kcal plus śniadanie 150kcal i przegryzka 200.. nic już nie wpadnie więcej, ale to jednak 1050kcal...

Nie lubię dzisiejszego dnia. Mam wyrzuty sumienia, wróciła, czuję to, siedzi mi już w głowie i się wścieka, że zawaliłam. Że do jutra przytyję.. 

A dziś było 72,4 rano... 

Za karę nie zważę się do piątku. Będę się musiała domyślać jak bardzo nabroiłam. Tak, tak zrobię, muszę jakoś się ukarać bo wariuję.

piątek, 31 maja 2024

Nie musisz tego jeść

 Cześć, powtarzam sobie to zdanie z tytułu w momentach słabości i póki co działa. Na wadze juz stabilne 72,8kg, więc teraz pracuję nad kolejnym kg. Wczoraj było 600kcal, dziś jak dotąd 205, wpadnie jeszcze cienka zupa ok 150kcal i pewnie koktajl truskawkowy (150). Taki jest plan, zobaczymy czy się uda. 

czwartek, 30 maja 2024

Grunt to kontrola

 Hej, mam tę samoświadomość,  że to może jeszcze nie być stały efekt, ale waga zeszła poniżej 73kg i jestem z tego powodu bardzo zadowolona (do szczęścia brakuje przynajmniej 20kg). Bardzo się staram, a wczoraj dużo się ruszałam i to pewnie pomogło. Zaczyna też procentować bezwzględne trzymanie się zasad: tylko chrupkie pieczywo, góra 2 kromki dziennie, zero cukru do herbaty, ograniczenie słodkiego do owoców lub jakiegoś drobiazgu do 100kcal kiedy już wysiadam. Stosuję 1 cheat day w tygodniu, kiedy jem trochę więcej, żeby pobudzić przemianę materii. Mam Marzenie i chce, żeby się spełniło. To marzenie to zejść poniżej 70kg do końca czerwca oraz do 63kg do końca sierpnia. Uda się?

niedziela, 26 maja 2024

sobota, 25 maja 2024

Dzień 009

 Nie mogę narzekać, dieta idzie spoko, nie przekraczam zwykle 700 kcal, dałam sobie limit 500-800 póki co. Motywujące jest to, że muszę teraz gotować mega chudo, bo mój mąż miał problemy z żołądkiem i nie może jeść nic ciężkiego. Miewam głód, ale na razie radzę sobie piciem wody i żuciem gumy, więc jeszcze jest do opanowania. 

Póki co waga się trzyma na poziomie 73,6, mam taką nadzieję,  że do końca przyszłego tygodnia będzie ok 72,0. Trzymajcie tylko kciuki za moją silna wolę. 

środa, 22 maja 2024

Dni 004-006

 Hej, już się gubię w liczeniu dni. 

Waga spadła o 0,5kg, dziś było średnio, bo zjadłam 2 łyżki ziemniaków puree. Do tego kalafior z wody (razem pewnie z 250 kcal), koktajl truskawkowy na kefirze (150 kcal), 3 kromki słonko z serem żółtym (200 kcal) i 4 ciasteczka typu maltanki, powyżej 200 kcal zapewne.


To za dużo,  dużo za dużo.... I oczywiście,  że czuję się jak wieloryb, nawet nie wątpcie. 



niedziela, 19 maja 2024

Dni 002 i 003

 Niestety piątek i sobota nie były mocnymi dniami... Powyżej 1000 kcal, bez zmian na wadze.

Dziś jak dotąd 3 minikromki sonko z twarożkiem półtłustym i masłem (ok 200kcal), miseczka galaretki truskawkowej z truskawkami świeżymi (150kcal), a przede mną obiad w postaci miseczki zupy dyniowo-marchewkowo-ziemniaczanej z lubczykiem i koperkiem (ok 100kcal). Na tym planuję poprzestać, by nie przekroczyć 500 kcal. Plus długi spacer z psem. Jak zauważyłyście, zaczęłam jeść kilka małych posiłków dziennie zamiast jednego dużego, wynika to z dwóch obserwacji: po pierwsze mój żołądek potrzebuje odpocząć od wrzucanych na raz dużych porcji, po drugie brzuch jest bardziej płaski, kiedy dostaje regularnie po odrobince. No i moje migreny są bardziej pod kontrolą, kiedy nie jestem na totalnym głodzie, zauważyłam to czytając ostatnio mojego starego bloga.

 

 

czwartek, 16 maja 2024

No to jazda... Dzień 001

 Waga: 74,6

Zjadłam: 3 kromki sonko z masłem i serem żołtym (ok 200kcal przez ten ser..)

                małą miseczkę ryżu na mleku owsianym z odrobiną kakao i cukru (obstawiam jakieś 250kcal)

                miseczkę truskawek (70 kcal)

No i mamy to: 520 kcal. Pasuje.

poniedziałek, 13 maja 2024

Wspominki cz 2

 Witajcie,

zjadłam dziś 500 kcal.. czytałam dalej swojego bloga. Aanderand, zdołałam część skopiować, kiedy onet poinformował o zamknięciu usługi, potem wybrałam fragmenty do zostawienia, a w weekend, przeglądając stare pendrivy przypadkiem się na nie natknęłam. Oto część druga, cholernie mnie nakręca:

chciałabym być doceniana, szanowana za to kim jestem i co wyznaję, móc realizować swoje pasje nie narażając się na śmieszność, nauczyć się hiszpańskiego, zawsze czuć się tak jak w tej chwili, spełnić swoje marzenia i żyć tak, jak chciałam od zawsze, wolna..

54kg...... nie no, to nie jest anoreksja przecież.. i tylko to, że jem niewłaściwie (unikam dań głównych żeby się nażreć czego innego) może świadczyć o zaburzeniach.. No i to, że wczoraj chciałam się wyrzygać, ale nie wyszło.. a tak dużo zjadłyśmy z dziewczynami w akademiku, pizza, 2 i pół kawałka, pół paczki pierników w lukrze i 1/3 paczki paluszków słonych z sosem z pizzy. Nic więcej wczoraj nie jadłam, ale to same fast foody.. dziś zaś paczka delicji i batonik czekoladowy plus śniadanie cholera..
Na uczelni spotkałam się z ludźmi, których nie widziałam 3 miesiące. 5 osób niezależnie od siebie zauważyło jak bardzo schudłam (w tym jeden chłopak a oni rzadko coś widzą), a 3 zrobiły mi wykład o anoreksji i zaproponowały lekarza od głowy.. fajnie, już sama nie wiem w co mam wierzyć. Jedna piękna dziewczyna, na której się wzorowałam podeszła do mnie i mówiła, że już jestem od niej chudsza i że ślicznie wyglądam i żebym dała sobie siana z dalszym odchudzaniem.
Jeszcze tylko 4 kg.... tylko...


54,7.....

Jejuuuuuuuu za co???? czemu ja się muszę obżerać jak maciora? i tak postęp, bo wczoraj rano było 54,9kg a przedwczoraj wstyd się przyznać - 55,5 :( Ale idę w dobrym kierunku, szkoda tylko że pewnie zaś się obeżrę.. świnia, krowa, muuuuu...
Byłam z katarem u lekarza, powiedział, że czapka z głowy przed moim wyglądem, ale że czas z tym skończyć.. kurrrde, czemu ja się widzę taką grubą? te nogi, tłuste uda 51cm w obwodzie bleeeeee... ale wszystkie kobiety w mojej rodzinie tak mają, uda większe niż brzuch (który już mam czasem zapadnięty)..
chcę na stałe 50-52kg, będę to sobie powtarzać jak mantrę..


Moja nowa taktyka polega na całkowitym wywaleniu z jadłospisu słodyczy. Żegnajcie puste kalorie! Wiem, że będzie mi strasznie ciężko, ale to jedyne wyjście, bo tylko tak zapanuję nad tym niemożliwym głodem, który mnie zabija na co dzień.. Postaram się też jeść tylko małe śniadanie, obiad i jakiś jogurt na kolację, czyli tak, jak kiedy zaczynałam dietę, bo to było rozsądne. Nie obiecuję, że w ruch nie pójdzie tussi zwłaszcza przez ten feralny tydzień teraz, bo będę się zwijać z głodu, a przecież chodzę do pracy, muszę myśleć o czymś innym niż o żarciu. Ale postaram się opanować i nie brać dużo.


A tak w ogóle to do piątku prowadzę ostrą dietę, żeby potem przy dziewczynach w akademiku coś zjeść, żeby mi zaś wykładu nie palnęły, dlatego się ograniczam bardziej niż normalnie.

niedziela, 12 maja 2024

Wspominki..

 Nie zgadniecie co!

Natrafiłam na moje stare zapiski z bloga, który już dawno został usunięty przez onet.. Nie wiem, czy to dobry pomysł, ale chciałabym, żebyście je poczytały i napisały mi, czy miałyście podobnie.. Zapiski są sprzed 15 lat, więc mogą trochę trącić myszką ;)

Ostatnio głód jest moim największym wrogiem, nie rodzinka, która wpycha jedzenie, ale właśnie mój organizm i jego dopominanie się o jedzenie. Nieraz płaczę z głodu, jestem też ciągle śpiąca..

Pomyślałam sobie "to koniec ty gruba macioro, już nie schudniesz, skoro tak sobie poczynasz.."
Dzisiaj rano orientacyjnie weszłam na wagę żeby sprawdzić ile się tyje na takiej diecie i co? 53,8kg! Po raz pierwszy od początku odchudzania! Jak? Jakim cudem? nie wiem, wiem tylko że muszę się cholernie dziś pilnować, żeby się nie objeść ze szczęścia :))


chcę być chuda, tak, aż będę zadowolona, niezależnie od tego na jakiej wadze skończę.. mam jadłowstręt psychiczny, tak, mam, bo wierzę, że odchudzanie doda mi pewności siebie, bo wiem, że jest ryzykowne a jednak chcę się nim katować dalej.. bo moja waga to jedyna rzecz nad jaką ostatnio panuję.


mój dół może rywalizować głębokością z Rowem Mariańskim...


Recepta na to, jak po 4 dniach diety zrobić z siebie grubą krowę?
Proste! Jeść 3 posiłki dziennie w tym ostatni koło 20.00, zeżreć na śniadanie 640kcal... wymieniać dalej?


Czytam "Chudą" i widzę siebie jak przekraczam kolejne granice, jakie sobie stawiałam: 55kg – waga, do której planowałam schudnąć zanim się wzięłam za odchudzanie, 54kg - oficjalna waga do której chciałam schudnąć w kwietniu, na początku odchudzania, 52kg - moja granica niedowagi, 50kg - dla równego rachunku, 48kg bo ta 4 mnie fascynuje (a 49 mogłoby zbyt łatwo zmienić się w 50), wreszcie 44kg która to waga oznaczałaby dla mnie leczenie w szpitalu..
Dziś waga pokazuje 53,2kg... Wczoraj nic nie jadłam, dziś na razie tylko śniadanie i małą czekoladkę..


chudnę, ale niezdrowo, żrąc słodycze i nic więcej, robiąc głodówki, jeszcze w sumie tylko nie zniżyłam się do brania tussi :( jestem na to za dumna i za silna, potrafię wytrzymać najgorszy ból z głodu jeśli się zawezmę.. nie będę brała tego gówna.. nie..


zaliczam po kolei wszystkie możliwe obsesje, dostaję fiołka na punkcie perfekcyjnego wywiązywania się ze wszystkiego, jestem pracownikiem miesiąca, studentką roku, ha, co ja mówię, stulecia!!!, tylko cierpi na tym mój organizm, no i nie jestem szczęśliwa..


Waga wskazuje 52,3kg.. nie wiem, co ostatnio jadłam, wiem, że mało i że prawie same słodycze, konkrety lądowały w koszu lub kiblu bo panicznie bałam się że znowu zacznę tyć.. a bez słodyczy nie wyrabiałam w pracy, nie miałam humoru ani chęci do życia. Teraz siedzę przed komputerem z mp3 na uszach i wypróżniona herbatą ziołową (wiecie, jaką), czuję, że odlatuję, czuję się lekka jak chmurka.. w takich chwilach wierzę, że żadne katusze mnie nie złamią, że wszystko przetrzymam, byle tylko dalej się czuć tak zwiewnie..

 

No i to by było tyle na dziś, napiszcie, czy macie ochotę poczytać soczystsze kawałki..

 


środa, 8 maja 2024

Another day in hell

 Witajcie, 

obiecałam sobie, że będę częściej pisać, ale dlaczego? to wymaga wyjaśnienia. Zaczynam mieć ten zaburzony mindset, który przez tyle lat sprawiał, że bałam się przytyć i potrafiłam trzymać wagę poniżej 52kg. Myślę o tym ciągle, migrena mi dowala w tym roku strasznie, leki stałe przestają działać, a wtedy jedynym co mogę kontrolować jest nie zgadniecie co.. no wiadomo, jedzenie. 

Dziś zjadłam 3 mini żytnie kromki sonko z serem i ogórkiem kiszonym: 150kcal i 10 truskawek czyli jakieś 50kcal. Może jeszcze coś zjem, ale szczerze? nie mam ochoty.. Wiem, wiem, ale naprawdę nie chce mi się, mam doła z powodu tego, jak strasznie się rozrosłam przez ostatnie 10 lat. Wiem, że poczułabym się lepiej psychicznie nie przekraczając 500 kcal na dobę. Muszę mieć coś swojego, coś bliskiego, co znam, bo załamanie jest bliskie.

piątek, 3 maja 2024

Dziwnie

 Witajcie, nie było mnie chyba z dwa miesiące! Weszłam dziś na bloga tylko po to, żeby was poczytać,  ale w końcu postanowiłam, że zrobię update, żebyście już totalnie nie wykreśliły Arieli ze swych serduszek  ;)


Co więc u mnie? 

Praca dom praca dom i trochę mnie to przybija. Teraz weekend majowy a ja tylko leżakuje nie mam planów, słucham jakichś motywujących filmików na youtube, rozkminiam czy Eugenia Cooney jeszcze żyje, skoro nie dodaje nic nowego na yt, oglądam po 1 odcinku różnych seriali na netfliksie i je odrzucam, bo nic mi nie pasuje, na dodatek mój mąż też ma jakiegoś doła i idzie w przyszłym tygodniu do psychodoktora po leki.

Wagowo stanęłam na 74kg i mam kłopot z ogarnięciem ilości jedzenia, tzn teraz jakby lepiej,  ale ostatni miesiąc był pełen nerwów i podjadania. Z plusów dodatnich udało mi się już nie przytyć,  bo wyjściową wagę miałam 80kg. I w sumie najgorsze w tym wszystkim jest to, że wchodzę znów w ten chorobliwy mindset, mam ochotę nie jeść nic lub się obzerać.

Odkryłam też, że już niestety widocznie się starzeję, bez podkładu już z domu nie wyjdę. Nadal też czuję się kosmicznie gruba, wiem, że to głupie przeświadczenie,  ale naprawdę myślę, że wyszłabym z doła gdybym schudła te 20kg.. Ćwiczę, mało, ale jednak codziennie, jak wydłużę czas to będę ćwiczyć co 2 dzień,  na razie muszę się na nowo wdrożyć, bo miałam długą przerwę spowodowana niekończącymi się infekcjami zatok i gardła. Nie ćwiczyłam wtedy bo musiałam mieć siły by iść do pracy jakoś w tym stanie i nie mogłam sobie pozwolić na pogorszenie i ciągłe L4.


To by było chyba na tyle, postaram się częściej pisać,  bo to mnie motywuje do niejedzenia. Kurde jestem starą babą, która tęskni za swoją anoreksją... znacie to, nie?

Do następnego!

poniedziałek, 26 lutego 2024

Małe kroczki, wielka zmiana ;)

 Witajcie, 

znów przynoszę garść dobrych wieści, otóż 2 dni przed okresem nie tyję, a nawet przez chwilę było 73 na wadze, teraz jest 74,0, ale to i tak kolejny kroczek do celu. Muszę uzbroić się w cierpliwość. Wbrew pozorom tycie wcale tak szybko nie szło, zatem chudnięcie zajmie jeszcze dłużej. Cóż, czas i tak upłynie.

Teraz się nie głodzę, bo w pracy trochę jednak spalam stojąc i biegając między piętrami, jem jeden solidny posiłek dziennie, nawet 800-1000 kcal i nic więcej, ale to sprawia, że mam poczucie, jakbym niczego sobie nie odmawiała. Żołądek już jest skurczony i czasem nie dojadam całej porcji. 2-3 dni w tygodniu, zależy, robię na obiad zupy, wtedy mogę zjeść coś do kawy i tak nie tyjąc. 

W pracy już zauważyli, ja po ciuchach też mocno widzę te 6 kg mniej, ale wiem, że to dopiero 1/4 drogi, a wiosna się zbliża. Chciałabym móc latem wejść w dawne letnie ciuchy, nie czuć, że uda się ocierają (powinny przestać poniżej 70kg), móc założyć szorty i nie wstydzić się nóg.

Cel długoterminowy: osiągnąć planowaną wagę 56kg do grudnia. Potem będę myśleć, czy szaleć dalej czy też nie. Możliwe, że za stara już jestem na 4 z przodu, nie chcę tak daleko wybiegać myślami.

Do usłyszenia!



piątek, 16 lutego 2024

Kolejny update

 Witajcie, znowu nie pisałam 2 tygodnie, ale ciężko mi znaleźć czas i okazję. Tak czy inaczej wracam do Was zadowolona, bo na wadze jest już 74kg, czyli zeszło prawie całe 6kg. Niedługo spodnie, które nosiłam przez ostatni rok zaczną ze mnie spadać. 

Nadal nie odczuwam dyskomfortu związanego z dietą, choć, co może się wydawać zabawne, ostatnio śniły mi się Lay's z pieca :P którymi poprawiałam sobie humor od roku. Nie kupuję, bo nie ufam sobie, że zjem 3-5 sztuk, wręcz przeciwnie: wciąż czuję, że gdybym je miała w domu, zjadłabym całą paczkę na raz. Szkoda mi jednak zepsuć to, co już osiągnęłam. 

Myślę, że za te dwa tygodnie, pod koniec lutego przynajmniej zejdę z nadwagi (muszę mieć ok 71kg, żeby to była dopuszczalna waga dla mojego wzrostu). Teraz już dość regularnie jem raz dziennie, czasem jakiś drobiazg do 100kcal na śniadanie (najczęściej sok buraczano-malinowy z fortuny), jeśli czeka mnie długi dzień, ale coraz rzadziej tego potrzebuję. Piję też minimum litr wody mineralnej na dobę oprócz innych napojów typu kawa czy herbata. 

Dodatkowo zaczęłam pić sok z młodego jęczmienia, który oczyszcza i wspomaga odmłodzenie organizmu, ma też mnóstwo wartościowych składników. Kupuje się go w proszku i rozpuszcza w wodzie (mnie najlepiej wchodzi z Cisowianką, smakuje trochę jak szpinak). W każdym razie polecam go Wam bardzo. Czuję się po nim świetnie.

To tyle tytułem update'u, trzymajcie się i rozkoszujcie piękną wiosenną pogodą i temperaturą póki znów nie spadnie ten biały shit :) Do następnego!

 



czwartek, 1 lutego 2024

Zadowolona

 Hej  naprawdę nie wierzyłam,  że potrafię się jeszcze zmobilizować. Przytycie po śmierci mojej mamy wydawało mi się realizacją rodzinnej klątwy. Sama mama powiedziała mi kiedyś,  że niepotrzebnie walczę,  bo i tak mam ich geny i umrę gruba. Wtedy nie sądziła jeszcze,  że ona, 90kg klocek, przed śmiercią będzie ważyć zaledwie 56kg.. Mnie się to jednak mocno wbiło w głowę. Tak mocno, że po jej śmierci utyłam 15kg w półtora roku. Żadne słowa nie oddadzą tego,  jak bardzo siebie... nie kochałam przez ten czas. 

Tymczasem nagle coś mi się znowu przestawiło w głowie i muszę Wam szczerze wyznać,  że naprawdę nie mam napadów  ani nie doświadczam wilczego głodu.  Po prostu czuję,  że mentalnie ozdrowialam,  żałoba minęła,  zaakceptowałam, że nie mam już rodziny poza mężem, chcę być teraz najlepszą wersją siebie, jaką być można. Znowu nie wstydzić się na plaży i czuć się lekko, nosić szpilki bez ryzyka odcisków i urazów kręgosłupa, wyglądać dobrze w każdym łachmanie.

Dlaczego piszę to dziś? Bo już od wczoraj na wadze jest stabilne 75kg! Nie chcę zapeszyć,  ale waga leci jak w czasach gdy zaczynałam tę zabawę 20 lat temu. Może rzeczywiście uda się do marca zrobić kolejne 5kg. Jestem bardzo pozytywnie nakręcona i zmotywowana. 

Do usłyszenia!



wtorek, 30 stycznia 2024

Update

 Witajcie, 

to już 2,5 tygodnia diety, dość szybko i bezboleśnie weszłam w rytm. Chyba mój organizm bardzo potrzebował, żebym przestała się przejadać. Skończyły się problemy ze snem, gardłem, refluksem.

 Czekam teraz na okres, ale mimo to znowu trochę schudłam i na wadze widzę teraz 76,5 kg z rana (wczoraj nawet 76,2). myślę, że do końca tego tygodnia mam szanse zobaczyć 75. 

Wiem, że to może być mrzonka, ale marzy mi się 69 na 1 marca.. i zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby to uzyskać. Zejdę wtedy poniżej granicy nadwagi. Byłabym szczęśliwa. 

Poza tym nic wielkiego się nie dzieje, dzięki powrotowi do pracy jestem prawie 2/3 dnia w ruchu, a to też mi sprzyja. I ta pogoda! Jestem na Dolnym Śląsku, a tu praktycznie wiosna, słońce, temperatura 10 stopni, żyć nie umierać. Trzymajcie się!



poniedziałek, 22 stycznia 2024

Tydzień później

 Hej, 

jestem z siebie zadowolona, w ciągu tego tygodnia i dwóch dni zeszło 2,5kg na dobre, zaczęłam jeść trochę stałych pokarmów stąd zastój, ale konsekwentnie udaje mi się nie jeść słodyczy i pieczywa, a więc dwa największe źródła węglowodanów odpadły. 

Myślę, że kiedy organizm oswoi się ze zmianą to waga ruszy dalej w dół, staram się nie głodować, dziś np. zjadłam trochę białego sera i jajko na miękko, na obiad mam rosół wege z łyżką makaronu i na deser 1 kostka ciemnej czekolady. Liczę kalorie. Nie przekroczyłam jeszcze 800, ale najczęściej jest to obecnie ok 500.

Obiady mam najczęściej płynne (zupy) lub jem bardzo malutko fokusując się na warzywach. Sałatki też wchodzą w grę. Chciałabym do końca tego miesiąca zobaczyć 75 na wadze, może się uda :) 

Dodatkowym wsparciem będzie powrót do pracy i ciągłej bieganiny. Na razie moim jedynym ruchem jest spacerowanie i sprzątanie w domu. Większość czasu chce mi się spać (szok po odstawieniu cukru). Wątroba mi się oczyszcza, czuję to wyraźnie, toksyny wyłażą, śmierdzę na kilometr, ale to też do końca tygodnia powinno zniknąć. Ogólnie wreszcie czuję, że odzyskuję kontrolę, a to jest meeega uczucie.

Do następnego razu!




wtorek, 16 stycznia 2024

4-ty dzień

 Witajcie,

Jak mówiłam, tak zrobiłam. Postanowiłam nie rozwalać całkiem przemiany materii i jem, ale jakieś 200-400 kcal/ dzień i wliczam w to: jedną herbatę z łyżeczką cukru dziennie, szklankę soku. Do tego dużo wody i jakiś stały drobiazg np. 1 banan albo 2 mandarynki, garstka warzyw lub jajko na miękko. 

Ogółem unikam całkiem pieczywa, przetworzonej żywności. Efekt jest w tej chwili bardzo widoczny, bo schodzi mi nadmiar wody z organizmu (często byłam ostatnio spuchnięta, o co obwiniam cukier i pieczywo). W sobotę rano na wadze było aż 79,9kg, dziś, po 3 pełnych dniach jest już 77,4. Co więcej, naprawdę czuję się świetnie, lepiej, niż gdybym się głodziła samą wodą, bez witamin i minerałów. 

Planuję taką dietę utrzymać... tak długo jak długo dam radę. Boję się trochę, że po urlopie stres znowu spowoduje zajadanie emocji, ale na razie cieszę się małymi sukcesami.

Ostatnio często myślę o przeszłości, o tym, jaka byłam lekka i szczęśliwa ważąc 54kg i jak mnie to wtedy przytłaczało, do tego stopnia, że zeszłam jeszcze do 47.. Kiedy to było? w innym życiu. Miałam o 25cm mniej w talii, chudziutkie dłonie, mega chude nadgarstki, obojczyki wystające w sposób, jaki kojarzę z atrakcyjnością, kruchością. A co robię dziś? Walczę o wyjście z nadwagi i cieszy mnie każdy kg na minus.. echh, niech tam, byle do celu, czas i tak upłynie.

 



czwartek, 11 stycznia 2024

2024

 Witajcie w nowym roku!

Być może zastanawiałyście się,  jak się potoczyły losy moich zwierzaków i jak to wpłynęło na moją... wagę,  oczywiście. 

Śmierć mojej starszej kotki odchorowałam tyjąc, zdolalam się opanować ok października i od tamtej pory ważę rano na czczo ok 79.5kg... masakra, wiem. Mój drugi kot miał dwie ciężkie operacje, musiałam wziąć kredyt, żeby je sfinansować,  ale daliśmy radę,  choć jest teraz ciężko finansowo. Mój kot już zawsze będzie wymagał sezonowego leczenia i oczywiście nie spodziewamy się,  że długo pożyje zatem rozpieszczamy go maksymalnie :) Jedyny szczęściarz to pies, któremu zrobiłam profilaktyczne badania i oprócz lekkiej nadwagi nic nie wyszło;) więc on też dietuje..

Mam wkrótce urlop, zamierzam wykorzystać ten czas i oczyścić się trochę. Kupiłam kilka soków warzywnych i multiwitaminowych, duuuzo wody i od soboty będę pić głównie wodę, w środku dnia szklaneczkę soku, popołudniu kubeczek kawy i nic poza tym przez tydzień. Tak wiem, to niepełna głodówka, ale mam niedobory witamin i niskie ciśnienie oraz migreny, które wymagają odrobiny cukru. Najwyżej będę modyfikować na bieżąco. Celem mojej głodówki jest nie tylko schudnięcie ale i ograniczenie stanów zapalnych, które mi się powtarzają i intensyfikują od kilku miesięcy. Potrzebuję tego też fla swojej psychiki. Mam 80kg w ciągu dnia, przerasta mnie to.


Podczytywałam już wasze blogi, jeśli o kimś zapomniałam odezwijcie się. Ściskam Was i życzę wszystkiego dobrego w nowym roku. Oby hyl lepszy niż poprzedni!